Jak sobie radzicie z podjadaniem?

Chyba powoli ogłaszam bezsilność - zamawiam katering, pracuję z dietetykiem i mam wyliczone kalorie oraz regularny trening z planem treningowym ale po jakimś czasie przychodzi słabszy czas w pracy alb projekt inny niż forma i zaczynam podjadać - dieta schodzi na drugi plan i ‘rekompensuję sobie’ a to słodyczami a to pizzą. Stosuję cheat daye ale jak popuszczę sobie, to wlatuje wszystko co leci. Niby nic strasznego ale męczy mnie to, że ilekroć osiągam satysfakcjonujące efekty, rujnuję to podjadaniem. Jak sobie radzicie z trzymaniem miski i czy korzystacie z jakiś narzędzi żeby trzymać się w dyscyplinie? np. notowania co jecie? przyjmę wszystkie porady.

Napoje zero , kilogramy galaretki zero , sosy słodkie zero do różnych posiłków , dżemy zero , pizza i hamburger ? Przecież robisz własną pod makro i masz mega satysfakcję z niej + smak dużo lepszy niż kupna. Warto wkręcić sobie w głowę pewne sprawy , wtedy będzie dużo prościej

Jeżeli dieta nie zapewnia Ci pełnej sytości to znaczy, że czas zmienić dietetyka.

Jeśli brakuje Ci jakichś smaków w diecie - słodkich przekąsek etc. To czas zmienić dietetyka.

Jeżeli pod względem diety jest wszystko ok, a wciąż są problemy, to warto się zgłosić na rozmowę do psychodietetyka

Skyry. Nawet jak podjesz to jeden ma 90kcal. Galaretki zero, zjesz dwie, trzy i jesteś pełny. Zajęcie się czymś, najbardziej głowa wariuje jak człowiek nie ma zajęcia.

Objętość posiłków tzn dużo jedzenia mało kalorycznego(dużo warzyw do posilku)napoje zero, dużo wody, no i podejście.chciec to móc

Sam poniekąd odpowiedziałeś sobie na pytanie, co jest przyczyną podjadania. Wygląda na to, że nie jest to u Ciebie faktyczny głód, a zjawisko “zajadania stresu”. Tak jak niektórzy w stresie zaglądają do kieliszka, inni głodują, bo nie mają apetytu (np. ja), tak ty go zajadasz. W tej sytuacji zamiast myśleć o “zamiennikach” przekąsek, których po prostu nie ma, lepiej zastanowić się nad np. obniżeniem kortyzolu. Tu mogą pomóc różne zioła/ekstrakty ziół, np. ashwagandha, rhodiola rosea lub np. kwas gamma-aminomasłowy. Ale to tylko niektóre produkty. Z kolei jeśli jednak jest to u Ciebie głód fizjologiczny, to znaczy, że być może Twoja dieta nie jest jednak właściwie dobrana. W społeczeństwie pokutuje mit, że na diecie redukcyjnej człowiek ma chodzić delikatnie głodny, a wcale tak nie musi być i nie powinno. Uczucie najedzenia wcale nie idzie w parze z ilością spożytych kalorii. Zatem jeśli jest to faktycznie głód, warto zweryfikować ilość i rozkład makroskładników w ciągu dnia i np. dorzucić trochę tłuszczu, a obciąć węgle itd.

Polecam periodyzowac żywienie, stosując zabiegi typu diet break, reefed, stosowanie flexible diet gdzie możesz produkty o wysokiej smakowitosci włączać do diety, polecam niski deficyt, odejście od objętości w trakcie długotrwałego deficytu, stosowanie produktów objętościowych, zamianę proporcji makrosow, stosowanie suplementacji wpływającej na aspekt sytości, może nawet wstawki wysoko intensywnych treningów jak interwały jako narzędzie pomagające ograniczyć głod - przynajmniej w jakimś wymiarze czasu

Bycie lekko głodnym to nic złego, trzeba to zaakceptować. A można to zrekompensować produktami nie mającymi zbyt wiele kalorii typu wspomniane galaretki zero. I najważniejsze , ja zawsze mam w głowie cel , motywację oraz KONSEKWENTNIE do niego dąże . Grunt to samozaparcie.

To troszkę jak z pracą, nie chce mi się wstawać rano ale musze więc idę i robię swoje. Więc też nie podjadam bo nie mogę sobie na to pozwolić

Temat rzeka - ile ludzi tyle przypadków i rozwiązań
Te diety które stosujesz, po ustaleniach z dietetykiem, kateringi itp - czy są to diety odchudzające/redukcyjne? Może za długo jesteś na za niskich kaloriach. Jeśli tak - może po prostu Twoje ciało już ma tego dość, jest zmęczone? Może masz za niski poziom tkanki tłuszczowej, taki przy którym ciało źle się czuje. Niestety dla jednych będzie to poziom sześciopaka, drudzy, redukując z wysokiego poziomu tłuszczu - umęczeni będą na dalej dośc wysokim otłuszczeniu. Jednorazowo, jednym ciągiem powinniśmy redukować ok 10% wyjściowej masy ciała. Jeśli p. ktoś waży 140 kg, schudnie 30-40, to mimo że wciąż jest daleeeko od bycia szczupłym to siłą rzeczy może czuć się głodny i bardzo zmęczony odchudzaniem bo zrzucił 25% swojej wagi. Jaką masz wagę i wzrost? Jeśli dieta jest optymalna, podobnie kaloryka, nie jesteś od dłuższego czasu na redukcji i masz odpowiednio dużą aktywność (która wymusza odpowiednio wysoka podaż kalorii) to może jesteś ofiarą panującego przekonania że trzeba sobie robić cheat meale, cheat daye…Niestety nie każdy ma odpowiedni typ psychiki do tego podejścia. Dla jednych jest to kontrolowany sposób na dietetyczne spuszczenie ciśnienia - dla innych jest to mechanizm uruchamiający “wpierda*anko mode” i takie osoby niestety nie powinny tego robić, powinny się skupić na rutynie, konkretnych, określonych posiłkach, dzień za dniem, które im smakują, ale jednocześnie ich smak nie jest tak oszałamiający że nie potrafią się powstrzymać przed dalszym jedzeniem. W takim przypadku kombinowanie z kulinarnymi doznaniami, rozmaitymi urywającymi dupę posiłkami i łechtaniem podniebienia cheat mealami to strzał w kolano! Dobra do utrzymania dieta to taka, gdzie posiłki w skali smakowitości są gdzieś na poziomie 7/10 a nie 10/10. Cheat meal, z zasady będący w skali smakowitości w okolicach 9-10/10 tylko nas uruchamia. Owszem, są ludzie którzy potrafią to włączyć z sukcesem w dietę, są tacy jak…JA, czy jak widać Ty, że niestety to nie dla nas.

Nie podjadaj. Chcesz wyglądać solidnie to musisz robić wszystko wobec schematu. Może jakieś problemy psychiczne ? Za dużo wolnego czasu dla mózgu a on odrazu schodzi “złe” tory. Nie zastepuj rzeczami typu zero bo to nie chodzi o to by dawać sobie nagrodę za to że nie potrafisz wytrzymać.